Nad tym jaki finał będzie piękny można było usłyszeć wszędzie. Każdy zachwycał się, że obie drużyny zrobią dosłownie wszystko, aby ich drużyna zdobyła tytuł mistrzów świata. I w sumie mieli rację, szkoda tylko, że zamiast piłki nożnej oglądaliśmy MMA. Tutaj kopnie, tam z łokcia, tu pociągnie - i tak za każdym razem gdy tylko drużyna przeciwna zbliżała się do bramki. Zarówno Hiszpania jak i Holandia strasznie mnie zawiodły, a już najbardziej załamałem się gdy pod koniec dogrywki Hiszpania strzeliła bramkę na 1:0 fundując sobie tym samym wygraną.
Ogólnie rzecz biorąc te mistrzostwa można uznać za średnio udane. Z drużyn afrykańskich najdłużej walczyła Ghana i chwała jej za to, jednak największą niespodzianką okazał się Urugwaj, który podziwiam i liczę na niego za 4 lata w Brazylii. Może przy swojej publiczności, oby bez tych cholernych wuwuzeli, drużyny ameryki południowej poradzą sobie lepiej, szczególnie Argentyna, która przegrała z Niemcami 4:0...