Poszedłem dzisiaj do sklepu ze sprzętem RTV-AGD, który mieści się m.in. w łódzkiej Manufakturze. I chciałbym przestrzec innych Łodzian, aby nigdy tam nie zaglądali, albowiem nikt Wam straconego czasu niestety nie zwróci.

Na naszym świecie absurd goni absurd. Jednakże to, co dzisiaj przyszło mi przeczytać bije wszystkie dotychczasowe głupoty na głowę. Ale co ja będę przynudzał, oto cytat z Towarzystwa Jezusowego w Polsce

Chciałbym aby na pytanie odpowiedział jakiś jezuita posiadający wiedzę z zakresu informatyki może Michał Karnawalski SJ. W systemach z rodziny Windows aplikacje działające w tle nazywają się procesami. W systemach unixowych natomiast usługi działające w tle nazywają się: daemons. Czy to, że została użyta akurat taka a nie inna nazwa może mieć jakieś okultystyczne konotacje, a tym samym szkodzić na życie duchowe? Pozdrawiam serdecznie.

Od kilku dni zbieram się do dłuższego wpisu, który będzie ogólnie dotyczył serwerów dedykowanych. Ponieważ chcę stworzyć coś na odrobinie wyższym poziomie, aniżeli większość notek pojawiających się na tym blogu - chciałbym się do niej przygotować. Jednakże potrzebuję Waszej małej pomocy w pewnej kwestii. Mianowicie chciałbym, abyście napisali mi jakie "ciekawe" problemy trafiają administratorów (których tutaj sporo). Czasami najłatwiej jest zapomnieć o rzeczach oczywistych, czego chciałbym uniknąć. ;-)

Użytkownicy Joggera, pomożecie? Wiele nie wymagam, tylko problemy - resztę (tak mi się przynajmniej wydaje) mam przygotowane. Chodzi mi głównie o problemy z administracją serwerów działających na systemach na jądrze Linux bądź BSD (niestandardowa konfiguracja, bezpieczeństwo, problemy z transferem i takie tam).

Uruchomione 15 aplikacji - 4x Firefox, 7x Thunar, Pidgin+rozmowa, Geany i terminal. 368MiB pamięci RAM jest zajęte (no i programy w tle, niewidoczne na alttabie, jakie jak dropbox czy tomboy). 2 Firefoksy pracują bez przerwy od godziny 12, dwa doszły jakoś pół godziny temu. Mnóstwo tabów. Sam nie wiem skąd.
Michał Pracuje i przypadkiem w sumie walnął alt+tab i przeraziła go lista programów, jaką zobaczył. ;-)
Niestety nie mogę zrobić skrina z listą okien. Dla niedowiarków jakoś htopa mogę rozciągnąć, ale niezbyt mi się chce, bo się gubię.

Tak, wiem - straszny chaos w tej notce. Ale jeszcze z 3h pracy na dziś mi zostało i wracam do żywych.

Wczoraj miałem dość poważny problem, albowiem musiałem zmniejszyć 144 obrazki rozsiane po różnych folderach. Oczywiście ręczne klepanie convert -scale nie wchodziło w grę, bo bym spędził nad tym kilka dobrych godzin. Z płaczem udałem się do Wafela i zapytałem, czy mógłby mi prosty skrypt napisać do tego. Po kilku minutkach dostałem gotowy, dobrze działający kod w bashu.

Jak zapewne wiecie, bądź się domyślacie jestem użytkownikiem forum PiO. Ponieważ zajmuję się SEO również "zawodowo" postanowiłem śledzić "Ogłoszenia i zlecenia" za pomocą subskrypcji mailowej - dzięki temu jestem na bieżąco jeżeli chodzi o interesujące zlecenia. Jednakże to, co dzisiaj przyszło mi na maila przebija wszystko.

Z okazji tego, iż kończy się wsparcie dla Ubuntu 6.06 niejaki Dustin Kirklan postanowił otworzyć The Ubuntu Museum. No dobra, kto się ze wzruszenia popłakał.

Tak, uważam że to strasznie durny pomysł i nie mam pojęcia jak bardzo szanownemu Dustinowi musiało się nudzić. Z drugiej zaś strony z pewnością nakarmił fanbojów.

O tym, że Google Inc. oficjalnie potwierdziło stworzenie "własnego" systemu operacyjnego (cudzysłów dlatego, iż będzie on oparty o jądro Linux) wiedzą już chyba wszyscy. Nie powiem, jest to niemałe wydarzenie, albowiem wszyscy wiemy jaką pozycję ma ta korporacja na rynku międzynarodowym oraz jak wiele od niej zależy. A dodatkowo pewne "podniecenie" OS-em wywołuje fakt, iż spekulacje na ten temat były prowadzone od dawien dawna. Dla mnie Google Chrome OS może okazać się czymś przełomowym, czymś na co zawsze czekałem. Oto kilka moich skromnych oczekiwań względem niego.

W XXI wieku mamy to szczęście, że - przynajmniej w świecie technologii - mamy wybór. Co prawda kilka aplikacji ma swój "monopol" na rynek i albo alternatywy nie istnieją albo na dzień dzisiejszy nie nadają się do niczego, ale dla większości zastosowań możemy wybrać odpowiednie narzędzie. Dla wielu (szczególnie początkujących użytkownikach Linuksa, którzy szukają dobrej dystrybucji dla siebie) ten wybór prowadzi do swoistego mindfuck-a. Trzeba się jednak zastanowić, czy tego typu rozwiązania prowadzą tylko i wyłącznie do zbyt wielkiego wyboru - czyli problemów i czy aby na pewno nie mają zalet.

Wpis ma na celu pokazanie kilku zalet posiadania aktualnej wersji systemu, który mamy zainstalowany na naszym komputerze (ponieważ używam Archa notka będzie opisywała problematykę tego systemu) na płycie (nieważne czy livecd, czy płyta instalacyjna).