Wraz z laptopem dołączony został system Windows 7, którego używam i z działania którego jestem zadowolony wystarczająco, by póki co nie myśleć o powrocie do świata alternatywnych systemów operacyjnych. Jest tylko jeden problem - jest to wersja 32 bitowa, a ja chciałbym zainstalować system 64 bitowy. Ponieważ nie do końca wiem w jaki sposób to ma się odbyć, czy muszę kupić nowy nośnik czy mogę pożyczyć od znajomego płytkę 64 bit i użyć swojego klucza licencyjnego, a być może jest jakiś inny sposób? W każdym bądź razie stwierdziłem, że to idealny moment, żeby sprawdzić jak się sprawuje support Microsoftu, który był często jednym z głównych argumentów na rzecz Windowsa w wojnach systemowych.

Trafiłem dzisiaj przypadkiem na całkiem ciekawą aplikację o nazwie BumpTop, dzięki której nasz pulpit zamieni się w prawdziwe biuro w 3D. Dzięki tej aplikacji możemy przyczepić zdjęcie do ściany, posegregować dokumenty i złożyć je na kupkę czy w złości porozrzucać wszystko po kątach - aplikacja ma naprawdę niesamowite możliwości i z pewnością jest bardzo przyszłościowa.

Jadąc wczoraj autobusem linii 73 w Łodzi miałem okazję zobaczyć reklamę najnowszej przeglądarki internetowej Microsoftu - IE 8. Nigdy wcześniej nie widziałem, aby Microsoft wyszedł ze swoją kampanią reklamową poza media (Internet, telewizja, reklamy w czasopismach), więc było to niemałym zaskoczeniem. Szczególnie, że hasło na billboardzie głosi "Surfuj bezpiecznie Windows Internet Explorer 8".

Ostatnio poszukiwałem laptopa. Mój wybór padł na Della Vostro 1720, którego opiszę jak tylko dłużej na nim popracuję i dokładniej poznam wszystkie wady i zalety tego sprzętu. Tematem wpisu będzie dołączony do laptopa system operacyjny - Windows 7, który zrobił na mnie naprawdę spore wrażenie i spodobał mi się, co jest niemałym sukcesem Microsoftu.

OpenOffice jest znanym pakietem biurowym, który - jak wszyscy doskonale - jest darmowy. Dzisiaj Rodzina zgłosiła się do mnie z problemem, że przy instalacji pakietu OpenOffice wymagany jest kod, który uzyskamy po wysłaniu sms-a za 7zł. Szybko w myślach przekląłem ludzi, którzy chcą zarobić na otwartym oprogramowaniu i sprawdziłem co i jak.

Postanowiłem, iż na "sędziwym sprzęcie" nie będę instalował Archa, ani innego Linuksa - postawię na nim Windowsa. Ostatnio stwierdziłem, że bezproduktywne siedzenie i gapienie się w matrycę laptopa nie ma sensu, a dodatkowo jeszcze strasznie męczy (śmiej się śmiej, ale od razu głowa leci w dół ;-) ). Dlatego też stwierdziłem, iż przyda się trochę wirtualnej rozrywki w przerwie w pracy, a ten komputer (przypomnę - 512MiB pamięci RAM, 2,66 GHz, dysk 80 GiB, GF 5200 FX) idealnie nadaje się na moje ulubione gry.

W XXI wieku mamy to szczęście, że - przynajmniej w świecie technologii - mamy wybór. Co prawda kilka aplikacji ma swój "monopol" na rynek i albo alternatywy nie istnieją albo na dzień dzisiejszy nie nadają się do niczego, ale dla większości zastosowań możemy wybrać odpowiednie narzędzie. Dla wielu (szczególnie początkujących użytkownikach Linuksa, którzy szukają dobrej dystrybucji dla siebie) ten wybór prowadzi do swoistego mindfuck-a. Trzeba się jednak zastanowić, czy tego typu rozwiązania prowadzą tylko i wyłącznie do zbyt wielkiego wyboru - czyli problemów i czy aby na pewno nie mają zalet.

Znalazłem dzisiaj całkiem przyjemny projekt, który nazywa się Portable Ubuntu, który umożliwia uruchomienie Ubuntu na Windowsie. Brzmi ciekawie szczególnie dla osób, które chcą przetestować tylko Ubuntu, a nie chce im się lecieć do sklepu po płytę, bądź są na tyle leniwi, że nawet reboot dla uruchomienia LiveCD to problem.

Ubuntu na Windowsie

Zazwyczaj po usunięciu czegokolwiek z systemach GNU/Linux ślad wszelki po tym znika (oczywiście nie psując przy tym zależności - a przynajmniej się stara ;) ). Windows zaś elegancko wywalił mi program (grę dokladniej - Freeciv), lecz w TOP mi została.

Freeciv, Windows Vista, pasek start, usuwanie programów vista. Trochę dziwne, biorąc pod uwagę, iż Windows uznawany jest za system, który "robi wszystko za użytkownika, niech tylko ten se kliknie aka kupi cegłę".

Jak chyba każdy z nas (Joggerowców) uznawany przez rodzinę jestem jako mały specjalista do wszystkich spraw związanych z komputrami. Niezależnie czego sprawa dotyczy, to i tak powinienem znać opowiedź na pytanie - przecież tyle przy tym siedzę.

Problemy bywają różne, a to myszka nie działa, a to monitor dziwnie działa, Windows pokazał jakiś błąd, lub też jakiś program robi coś dziwnego. Zazwyczaj wszystko kończy się kliknięciem, lub dociśnięciem kabelka - standard. Dzisiaj jednak mnie zastrzelili.