Z tego co pamiętam, to GoldenLine.pl był portalem dla specjalistów, Można było na nim nawiązać nowe kontakty, podyskutować na forum i tak dalej. Tak przynajmniej było kiedyś, bo dzisiaj GoldenLine jest po prostu kolejnym portalem społecznościowym na poziomie naszej-klasy czy innego myspace.

Z czystej ciekawości zarejestrowałem się kilka tygodni temu na tymże portalu. Przy rejestracji zgodziłem się, aby GL pobrało moje kontakty z maila i omyłkowo wyraziłem zgodę na wysłanie zaproszeń do wszystkich z nich (chociaż dam sobie rękę uciąć, że zaznaczyłem jedynie 3 kontakty i nie prosiłem o wysłanie zaproszenia do każdego, ale cóż). Tak więc zaproszenie dostali wszystkie osoby, które wysłały do mnie bądź otrzymały ode mnie kiedykolwiek maila. A że tego maila używam od kilku dobrych lat, to ponad 300 osób dostało spam GoldenLine informujący o tym, iż zapraszam do znajomych. Wyjaśniłem wszystkim zainteresowanym o co chodzi, grzecznie przeprosiłem i zacząłem zabawę.

Faktycznie - na GoldenLine dalej możemy znaleźć informacje o ofertach pracy, możemy znaleźć specjalistyczne fora o SEO, programowaniu czy administracji serwerami. Ale oprócz tego możemy wysłać kwiaty osobie, która ma urodziny i dowiedzieć się, że jeden z kontaktów dodał nowe zdjęcie. Możemy również dać wirtualny prezent, czyż to nie jest fascynujące? Nie wiem jak wam, ale mnie to przypomina "chwyty marketingowe" rodem z naszej-klasy, facebooka czy innego myspace. Z pewnością nie spodziewałbym się tego typu funkcji na portalu tego typu. Dodatkowo dzisiaj zostało wysłane przypomnienie o tym, iż zapraszałem dane osoby do znajomych - więc kolejna porcja spamu dla wszystkich. Hura.

Nigdy nie byłem zwolennikiem web 2.0 w takim wydaniu. Portale społecznościowe były dla mnie niezrozumiałą maszynką do trzepania wielkiej kasy i zjadania nadmiaru niekoniecznie wolnego czasu. Dzisiaj jestem przeciwnikiem takich wynalazków, ba - słabo mi się robi na samą myśl jak bardzo nisko musiały upaść wszystkie interesujące strony, żeby tylko zgromadzić jak najwięcej użytkowników. Żenada.