Być może jestem odrobinę do tyłu, jeżeli chodzi o zwyczaje różnych distro - jakoś nigdy mnie ten temat szczególnie nie interesował. Jestem człowiekiem wygodnym, nie zagłębiam się w szczegóły - korzystam z tego, co mi akurat pasuje (wcześniej długo Debian, jeszcze dłużej Arch Linux, a aktualnie Ubuntu) i tyle - może jestem leń albo inny "ignorant".

Niemniej zdziwiła mnie pewna rzecz - wybór nazwy.

Przeglądałem sobie wczora RSS-y i trafiłem na artykuł Fedora 11: Indomitable? Blarney? A może Leonidas?, który radośnie ogłasza, że Fedora robi sondę nt. nazwy dla distro. Szał ciał i w ogóle... ale po co to?
Tak sobie myślę, czy naprawdę użytkownicy czują się tak mocno "zespoleni" ze swoim distro, że chcą mieć wpływ nawet na najmniejszy szczegół? Ktoś tam paczkuje, ktoś zgłasza bugi - a jak dany user tego nie potrafi, to sobie chociaż nazwę wybierze...

Dla mnie jest to odrobinę dziwne ze strony osób korzystających - w tym przypadku - z Fedory, że lecą na łeb, na szyję, aby oddać głos i potem móc się pochwalić - na tę opcję głosowałem! Oczywiście nie mówię o wszystkich użytkownikach tego systemu operacyjnego.

Chyba jestem zbyt mało Open.