Witajcie
dzisiaj chciałem sie Wam pochwalić , że jestem zatrzaśnięty we własnym pokoju.

Wyszedłem zrobić sobie obiad, przyszedłem z owym, lecz bez noża. Postanowiłem wrócić po owe narzędzie, jednak drzwi odmówiły posłuszeństwa. Otwierają się na tyle, że mi noga do uda wchodzi - nie ma mowy o przejściu. Ok. godziny próbuję się wydostać na wiele sposobów - moją dodatkową motywacją jest całkiem pełny pęcherz. Jedyne narzędzie, którym dysponuję to mój widelec, którym jadłem obiad i moje własne ręce.

Drzwi są tak zrobione (są to drzi suwane), ze nie mogę ich wywalić z szyn, ani ogólnie popsuć jakoś sensownie. Odkryłem natomiast co jest przyczyną - zrobił się jakiś "garb" metalowy, którego nie mogę widelcem popsuć, próby siłowe kończą się na uh i oh. Próbowałem podważać drzwi widelcem od dołu, od góry, od boku. Waliłem w nie pięściami, nogami, "majdałem" nimi na siłę w boki, w przód i w tył. Nie mam żadnego pomysłu, a będę sam w domu jeszcze spokojnie 5 godzin.

Uczucie jest super, polecam wszystkim na długie wakacyjne dni.

Idę dalej coś próbować zrobić. Oddałbym królestwo na śrubokręt i młotek

UPDATE: Wydostałem się.